Remisem 4:4 (3:4) zakończyło się sobotnie spotkanie Marcovii z Białymi Orłami Warszawa. Rywalizacja dostarczyła zebranym kibicom sporej dawki emocji. Nie często bowiem można obejrzeć na tym poziomie rozgrywkowym aż 8 bramek.
Lepiej rywalizację rozpoczęli goście z Warszawy, którzy już w 3 minucie objęli prowadzenie za sprawą byłego zawodnika Marcovii Michała Kępki. Błyskawicznie do wyrównania doprowadził jednak Hubert Władyka i od 6 minuty pojedynek „rozpoczął się od nowa”. Niestety w 15 minucie Białe Orły ponownie objęły prowadzenie. Tym razem na listę strzelców wpisał się Adam Goleń. Nikt nie przypuszczał, że goście dosłownie za 5 minut będą prowadzić w Markach już 4:1. Przysłowiowym katem Marcovii został Dawid Pałys-Rydzik, który dwukrotnie zmusił do kapitulacji Mateusza Łysika. W tym momencie jedyne co można było dostrzec na twarzach mareckich kibiców to szok i niedowierzanie. Na szczęście podopieczni Bartosza Osolińskiego po kilku ciosach nie zamierzali paść na deski. Sygnał do odrabiania strat dał w 25 minucie Marcin Rojek, który skutecznie zamknął akcję Huberta Władyki. W 37 minucie bramkę kontaktową zdobył Paweł Jabłoński i stało się jasne, że w drugiej połowie emocji również nie zabraknie.
Początek drugiej odsłony był jednak zgoła odmienny. Obydwie drużyny nie grały już tak otarcie jak miało to miejsce przed przerwą. Marcovia starała się za wszelką cenę doprowadzić do wyrównania, ale zasieki obronne gości były solidnie postawione. Swoje szanse na wpisanie się do meczowego protokołu mieli Hubert Władyka i Paweł Jabłoński. Najlepszą okazję miał jednak Emil Kania, który przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem Białych Orłów. W 74 minucie Marcovia dopięła swego – dośrodkowanie Fabiana Pacholaka wykorzystał Hubert Władyka i na Kasbud Arenie mieliśmy remis 4:4. Żółto-zieloni nie zamierzali na tym poprzestawać. Bliski wykorzystania błędu bramkarza był Piotr Augustyniak, ale piłka po jego instynktownym uderzeniu głową minimalnie minęła pustą bramkę. W samej końcówce „piłkę meczową” miał z kolei Fabian Pacholak. Niestety zbyt lekkie usterzenie naszego pomocnika padło łupem Patryka Piekarskiego i podział punktów stał się faktem.
Dla kibiców było to świetne widowisko. Osiem bramek, mnóstwo zwrotów akcji i emocje do ostatniego gwizdka sędziego. Zawodnicy obydwu drużyn czuli jednak spory niedosyt. Goście prowadzili po 20 minutach 4:1 i z całą pewnością mieli sobie za złe roztrwonienie ów przewagi. Marcovia z kolei wprawdzie zdołała podnieść się przed nokautem i wrócić do gry co było nielada wyczynem, ale to właśnie ona w końcówce spotkania miała dwie wyśmienite okazje do przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę…
Teraz przed naszymi zawodnikami wyjazdowe starcie z Madziarem Nieporęt w ramach V rundy DONGFENG Pucharu Polski MZPN. Pojedynek ten odbędzie się w środę, 23 września, o godz. 20:00 na boisku w Kątach Węgierskich. Na Kasbud Arenę Marcovia powróci w sobotę by zmierzyć się w derbowym meczu z Wichrem Kobyłka.
Marcovia Marki – Białe Orły Warszawa 4:4 (3:4)
Bramki: 6′ Hubert Władyka, 25′ Marcin Rojek, 37′ Paweł Jabłoński, 74′ Hubert Władyka
Żółte kartki: Rusin, Durajczyk, Augustyniak, Barański
Skład Marcovii: Mateusz Łysik – Emil Kania, Piotr Augustyniak (C), Arkadiusz Zajączkowski, Kacper Barański, Marcin Rojek (65′ Fabian Pacholak), Michał Durajczyk, Szymon Rusin (46′ Michał Pietrzak), Paweł Jabłoński, Hubert Władyka, Krystian Przyborowski
Trenerzy: Bartosz Osoliński, Maciej Styczyński, Radosław Libera (trener bramkarzy)
* Jakub Kabala pauzował ze względu na czerwoną kartkę w poprzednim meczu.
Fot. Oliwia Lorentz











